Antyczni pasterze i wojownicy
Tuaregowie są nomadycznym ludem berberyjskim, zamieszkującym zachodnią Saharę. Berberyjskim- czyli należącym do kultury dużo starszej niż jakakolwiek arabska czy europejska inwazja. Przyjmuje sie, że praberberzy zamieszkiwali tereny wybrzeża śródziemnomorskiego i Sahary już 5000 lat temu, będąc istotnym ogniwem antycznej polityki, kultury i handlu. Przez wieki istnienia na arenie dziejów dużo częściej twórczo przekształcali obce wpływy, niż im ulegali, tworząc kulturę jednocześnie głęboko związaną z tradycją antyczną i semicką, jak i absolutnie niepowtarzalną. Z czasem jednak charakterystyczne cechy kultury berberyjskiej zaczely zanikać, poddane najpierw intensywnej arabizacji, potem zaś europeizacji.
Dzisiaj za Berbera uważa się osobę posługującą się jednym z berberyjskich dialektów i posiadającą świadomość swojej odrębności od arabskokulturowego “mainstreamu” – cechuje ich również umiłowanie niezależności, dochodzące często do skrajnego indywidualizmu. Ze wszystkich Berberów za to, za najbardziej “berberyjskich”- to znaczy, zachowujących najwięcej spośród charakterystycznych cech berberyjskiej kultury- uważa się właśnie Tuaregów.
Tuaregowie przez setki lat niepodzielnie rządzili pustynią. Podzieleni na liczne frakcje, zajmowali się pasterstwem, handlem transsaharyjskim i rabunkiem.Ich konfederacje były silnie zhierarchizowane, a podział pokrywał się z grubsza z różnicami rasowymi, tak że na jej szczycie stała biała arystokracja, a na samym dole znajdowały się grupy negroidalnych wyzwoleńców. Mimo przyjęcia Islamu, zachowali wiele wcześniejszych zwyczajów- jak na przykład dziedziczenie matrylinearne- i wydaje się, że nigdy nie stali się tak naprawdę częścią arabskiej ummy.
Rządzili się własnymi prawami, opartymi na odwiecznej tradycji plemiennej, a nie prawach szariatu. Przykładem tego może być wysoka pozycja kobiet, dość liberalny stosunek do instytucji małżeństwa, czy charakterystyczne dla nich męskie zasłony- prawdopodobnie sposób na zabezpieczenie się przed złymi duchami.
Przez sąsiadów często byli nazywani Niebieskimi ludźmi, od wspomnianych już, tradycyjnych, błękitnych zasłon noszonych przez mężczyzn, sami mają na siebie wiele określeń. Na tyle wiele, że pozwolę sobie zacytować fragmenty anglojęzycznej wikipedii:
They call themselves variously Kel Tamasheq or Kel Tamajaq (“Speakers of Tamasheq”), Imuhagh, Imazaghan or Imashaghen (“the Free people”), or Kel Tagelmust, i.e., “People of the Veil”. [..]
The Tuareg call themselves by the following names:
* Amajagh (a Tuareg man).
* Tamajaq (a Tuareg woman).
* Imajaghan (Tuareg men, people).
* Tamajaq (the Tuareg language).
* Timajaghen (Tuareg women).
* Kel Tamajaq (the Tuareg people).
* Tifinagh (the Tuareg alphabet).
Zanim przejdę dalej, chciałam zatrzymać się przy tifinagh- warto zauwazyć, że tuareski język tamaszek jest jedynym spośród języków berberyjskich posiadających własny alfabet. Jego użycie odnotowywuje się już w III w.p.n.e., co bez wątpienia jest kolejnym przyczynkiem do zwiększenia dumy etnicznej Tuaregów. 
Jednak kluczowym wydaje się określenie Imazaghan- Wolni Ludzie. Takie postrzeganie samych siebie, duma z własnej tożsamości i każdego jej przejawu zdaje się być sednem “tuareskości”. I zapewne właśnie te cechy stały się zapalnikiem w latach 60-tych XX wieku, gdy francuskie kolonie w Afryce zyskały niepodległość. Obszar, od wieków będący domeną koczowników został podzielony pomiędzy kilka nowo utworzonych państw, pojawiły się nowe problemy gospodarcze, na które młode rządy reagowały próbując zmienić nomadyczny tryb życia Tuaregów.
W efekcie w roku 1963 w Mali wybuchło pierwsze powstanie Tuaregów, spacyfikowane szybko i brutalnie. Metody stosowane przez wojskowych wywołały wśród nomadów jeszcze większą złość, co sprawiło, że na początku lat 90-tych, dzieci pierwszych rebeliantów znów sięgnęły po broń. W roku 1995 mediacja Algierii i Francji doprowadziła do porozumienia pokojowego, które przetrwało do roku 2007. Po najświeższej rebelii wciąż stygnie broń- rozmowy pokojowe zakończono w maju tego roku.
Nomad z gitarą
Taka właśnie rzeczywistość ukształtowała Ibrahima ag Alhabiba, lidera zespołu Tinariwen. Sama jego biografia mogłaby być kanwą fascynującej powieści przygodowej. Osierocony w 1963 roku wyrastał w obozie dla uchodźców, gdzie w objazdowym kinie zobaczył western, a na nim kowboja z gitarą. Ten instrument stał się jego największym marzeniem. Mając dziewięć lat, uciekł z domu na ciężarówce z cementem i spędził następne lata zatrudniając się w wielu, często dziwnych, zawodach. Wreszcie, pod koniec lat 70tych spotkał innych, dzielących z nim korzenie i miłość do muzyki- i tak zaczęła się historia Tinariwen.
Zresztą, oddajmy może głos samym zainteresowanym :)
Historia Tinariwen (ang)
Oprócz interesującego brzmienia i historii moją uwagę zwróciło jeszcze jedno zdanie, które padło w pierwszym z filmików. Mowa była o tym, że Tinariwen stworzyli całkiem nową jakość w tuareskiej kulturze- gdyż zamiast opowiadać o pustynnych bohaterach z dalekiej przeszłości, śpiewaja o tym, co jest dla Wolnych Ludzi ważne dzisiaj.

Zapowiada się ciekawie :)